piątek, 3 sierpnia 2012

"Opowieść niewiernej"

Autor:    Magdalena Witkiewicz

"Czy warto za wszelką cenę dążyć do utrzymania małżeństwa? To cytat zamieszczony przez wydawcę na okładce książki. Książka zaś to niewiele wnoszący, szkodliwy kawałek zadrukowanego papieru. Czytając, zastanawiałem się, po co została wydana ta książka, po czym przypomniałem sobie, że szczytne idee zostały zastąpione wskaźnikami zyskowności. Ale do rzeczy.
"Opowieść niewiernej" na pewno nie jest pozycją skierowaną do kobiet, chociaż każdej kobiecie książka przypadnie ze wszech miar do gustu. Powód jest prosty. Szkodliwość tego, co napisała pani Witkiewicz wynika z faktu, że jest to „manifest”, jest to głośno wypowiedziana myśl, której jedynym zadaniem jest usprawiedliwienie innych kobiet i potwierdzenie ich ślepej nieomylności. Świadczą o tym liczne fragmenty zawarte na kartach książki.
Więc co my tu mamy. Mamy do czynienia z Ewą, bohaterką wykształconą, ale zwyczajnie nieprzystosowaną do dorosłego życia. Młody wiek, którym można oczywiście wiele usprawiedliwić, zbyt małe doświadczenie w kontaktach męsko-damskich, i nie mam na myśli sfery intymnej, bo ta jest w jakimś stopniu rozwinięta. Do tego trzeba dodać jeszcze lęk przed samotnością. To wszystko powoduje, że Ewa, podejmując tak ważną decyzję, jaką jest zamążpójście, pozwala dojść do głosu emocjom. Pierścionek, oczekiwana biała suknia, kwiaty, wesele, są ważniejsze niż cała późniejsza przyszłość. Można by powiedzieć: Nie ważne, z kim, ważne, że się oświadczył. Ewa przenosząc radość oświadczyn na wyobrażenie sielskiego życia w nieustającej miłości popełnia pierwszy błąd. Reszta to opis konsekwencji tego błędu i dalsze uleganie emocjom. Taki przykład, choć życiowy, najlepszy nie jest.
Bohaterka słusznie nie jest zadowolona ze swojego związku. Dbanie o dom, starania o męża, jakie by nie były, nie przynoszą oczekiwanych efektów. „Ile na początku wynegocjujesz, tyle masz”. Takie motto wymyśliła autorka. Trzeba tylko wiedzieć, z kim się negocjuje i czy warto. Ewa najwidoczniej ma z tym problem. Jak to zwykle bywa, dopiero po ślubie opadają zasłony i na światło dzienne wychodzi prawdziwy charakter ukochanego. No, i jak tu wyjść z takiego związku, w którym nie ma miłości? I znów górę biorą prymitywne instynkty. Bohaterka wplątuje się w romans. Właściwie nie ma znaczenia czy zna tego mężczyznę, czy nie. Ważne, że podczas pierwszego spotkania „coś zaiskrzyło”, a potem było czerwone wino. Potem jest miło, serce szybciej bije, znów czuje, że żyje, że jest młoda i atrakcyjna. Ponieważ cała historia jest mocno przewidywalna, można się domyślić, że ta sielanka też nie będzie trwa wiecznie. Któregoś dnia Ewa pisze do swojej przyjaciółki ”... Paweł to świnia...”. Pech chce, że wiadomość dochodzi omyłkowo na telefon… zgadnijcie czyj?
Pomimo wszystko powinienem być wdzięczny autorce za tę książkę. Zrobiła coś, czego chyba nie odważyła się, w tak spektakularny sposób zrobić wcześniej żadna kobieta. Opisując losy, myśli i decyzje Ewy, autorka obala stereotyp, który nie pozwala zaistnieć w pełni, tak pożądanemu przez Panie równouprawnieniu. Teraz możemy śmiało powiedzieć: „Nie tylko facet to świnia”.


Tomasz R.Głogowski
Książka otrzymana dzięki uprzejmości autorki Magdaleny Witkiewicz
Wydawnictwo
Interesujące Cię książki znajdziesz w E-bookarni Pana Szczura

3 komentarze:

Magdalena Witkiewicz pisze...

Recenzja - recenzją. Przykro mi jednak iż recenzent łamie jedno z zasad recenzowania książki. Zdradza jej treść. I to elementy istotne. Zatem bardzo proszę o usunięcie tego fragmentu. I dziękuję za inny punkt widzenia.

Anonimowy pisze...

tylko kobietom może wydawać się że są nieprzewidywalne a my dbajmy o to aby nadal im się tak wydawało

B. pisze...

Bardzo byłam ciekawa męskiego głosu na temat tej książki. Czytając książkę miałam wrażenie, że mężowi przypisywane są najgorsze cechy, by pokazać, jak pokrzywdzona i biedna jest żona.
Zgadzam się z każdym zdaniem tej recenzji :)
Pozdrawiam!